Dotyk Boga | World Challenge

Dotyk Boga

David WilkersonMay 27, 2002

Kiedy Pan kogoś dotyka, powala go na kolana. Następnie pojawia się intymna więź z Chrystusem, dzięki której wierzący otrzymuje świeże objawienie prosto z nieba. Taka osoba pragnie poddać obciążające ją grzechy Duchowi Świętemu, aby je uśmiercić. Dusza jest odnowiona i wchodzi w stan odpocznienia. Rozpoczyna się nowy rozdział, w którym można usługiwać Chrystusowi z nową, większą pasją i miłością.

Najważniejsze jednak jest to, że taki sługa staje się coraz bardziej świadom nadchodzącego dnia sądu. Wie, że będzie musiał stanąć przed tronem Pana i odpowiedzieć na jedno ważne pytanie: "W jaki sposób pokazywałeś Chrystusa zgubionemu światu?" W rzeczy samej, wszyscy staniemy w tym dniu w obliczu tej samej kwestii: "Jak świadczyłeś o Chrystusie pośród bezbożnych? Jak pokazywałeś Go swoim stylem życia i sposobem zachowania? W jaki sposób Go reprezentowałeś?"

Jest to jedyne kryterium, na podstawie którego będziemy osądzeni tego dnia. Nie ważne, czy rozmawialiśmy z Bogiem twarzą w twarz, otrzymywaliśmy wielkie objawienia jak Daniel, uświęcaliśmy się jak Paweł czy głosiliśmy z odwagą Słowo Boże jak Piotr. Każdy z nas zostanie przyrównany do jednego standardu: W jaki sposób nasze życie pokazywało, kim jest Jezus i jaki On jest naprawdę?

Duch Święty ustalił ten standard sądu zaraz po Pięćdziesiątnicy, gdy Chrystus zakładał swój Kościół. Imperium rzymskie było wtedy potęgą, w której panowała pycha, arogancja i materializm. Unikano kontaktu z "nieudacznikami" jak wdowy, sieroty i ubodzy. Od Eufratu aż po Atlantyk można było oglądać pomniki upamiętniające militarne sukcesy, a dla bohaterów wojen budowano pałace. Nigdzie jednak nie było miejsca czy instytucji, która zajmowałaby się bezdomnymi. W całym imperium nic nie wskazywało, że ktokolwiek troszczy się o takich ludzi.

Ten duch pychy przeniknął również do społeczności żydowskiej. Religijni przywódcy Izraela byli zajęci bogaceniem się, a faryzeusze używali kruczków prawnych, by odbierać domy ubogim wdowom. Sieroty były porzucane, a bezdomni wyszydzani i wykorzystywani. Niewykwalifikowani robotnicy byli oszukiwani przy wypłatach - tłumaczono im, że jest to kara Boża za ich grzeszne życie.

W całym Izraelu najbardziej rozpowszechnioną postawą było "patrz swego", a ludzie poświęcali się gromadzeniu dóbr i gonitwą za pieniędzmi.

Pośród tego nierządnego, egocentrycznego, materialistycznego społeczeństwa Chrystus wylał swego Ducha na świętą resztkę. Nagle zerwał się wiatr, budynek zadrżał w posadach, a nad ich głowami pojawiły się języki ognia. Niewykształceni chrześcijanie zaczęli mówić językami, których nigdy wcześniej się nie uczyli, a apostołowie Jezusa głosili ewangelię z wielką mocą przekonywania. W następnych dniach Kościół uwielbiał Pana i działał z ponadnaturalną mocą: "Ci więc, którzy przyjęli słowo jego, zostali ochrzczeni (...) i trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach. A dusze wszystkich ogarnięte były bojaźnią, albowiem za sprawą apostołów działo się wiele cudów i znaków" [Dz.Ap. 2:41-43].

Mieszkańcy Jerozolimy byli zdumieni tym, co zobaczyli. Pytali: "Co to wszystko oznacza?" Oto Duch Święty udzielał mocy ludowi Bożemu, aby świadczył światu o Chrystusie. Ci wierzący byli teraz Jego żywymi listami. Jego moc uzdalniała ich do takiego życia, że mogli śmiało zaświadczyć: "Taki właśnie jest Jezus. Nasze życie jest świadectwem natury i miłości Boga".

Pewnie się zastanawiacie, kim byli obserwatorzy tych niezwykłych wydarzeń, o których Pismo mówi, że "zdumieli się i dziwili" [Dz.Ap. 2:7]. Kim byli ci, którzy pytali: "Czyż oto wszyscy ci, którzy mówią, nie są Galilejczykami? Jakże więc to jest, że słyszymy, każdy z nas, swój własny język, w którym urodziliśmy się?" [2:7-8].

Odpowiedź znajdujemy w następnym wersecie: "Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei i Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii i Pamfilii, Egiptu i części Libii, położonej obok Cyreny, i przychodnie rzymscy, zarówno Żydzi jak i prozelici, Kreteńczycy i Arabowie - słyszymy ich, jak w naszych językach głoszą wielkie dzieła Boże" [2:9-11].

Świadkowie tych wydarzeń byli gośćmi w Jerozolimie - podróżnymi, kupcami, pątnikami. Z pewnością ich relacje popłynęły potem w świat. Zastanówmy się, jak owi przychodnie opisywali to, co wtedy zobaczyli? Czy koncentrowali się na językach, na znakach i cudach, na wietrze i ogniu z nieba?

Żadna z tych rzeczy nie byłaby dla nich najważniejsza. Nie takie świadectwo pragnął złożyć Duch Święty. Wszystkie te cuda były po prostu pewnymi manifestacjami dla wierzących, służącymi ich zbudowaniu i uzdrowieniu. Co zatem było najważniejszym świadectwem o Chrystusie?

Większość kazań na podstawie wydarzeń Pięćdziesiątnicy dotyczy znaków i cudów dokonywanych przez apostołów, liczby osób zbawionych tego dnia lub języków i ognia. Nie słyszymy jednak o tym, co było największym cudem ze wszystkich, i co przekonało wielu obserwatorów o rzeczywistej obecności Jezusa w życiu wierzących.

Słyszeliście już nieraz o znakach i cudach. Ja chcę wam opowiedzieć o największym znaku charakterystycznym dla tej historii. Otóż, nazajutrz przed wieloma domami w Jerozolimie i okolicy pojawiły się tabliczki z napisem "Do sprzedania". Pismo mówi: "Wszyscy zaś, którzy uwierzyli, byli razem i wszystko mieli wspólne, i sprzedawali posiadłości i mienie i rozdzielali je wszystkim, jak komu było potrzeba (...). Nie było też między nimi nikogo, który by cierpiał niedostatek, ci bowiem, którzy posiadali ziemię albo domy, sprzedając je, przynosili pieniądze uzyskane ze sprzedaży i kładli je u stóp apostołów; i wydzielano każdemu, ile komu było potrzeba" [Dz.Ap. 2:44-45; 4:34-35].

Czy potraficie wyobrazić sobie tę scenę? Nagle wyprzedano mnóstwo domów, działek i gospodarstw. Sprzedawano również sprzęty domowe, meble, ubrania, naczynia, dzieła sztuki. Na ulicach, bazarach, a nawet w bramach miasta musiały wisieć ogłoszenia: "Sprzedam wyposażenie domu". Musiała to być największa "wyprzedaż garażowa" w historii miasta.

Zauważcie pewien szczegół: Nigdzie nie jest napisane, że domy, które sprzedawano, były czyimkolwiek podstawowym miejscem zamieszkania. Nie ma również mowy o życiu w komunie. Gdyby to nastąpiło, Kościół nie uniósłby takiego ciężaru. Co więcej, dobra i nieruchomości sprzedawane przez wierzących nie stanowiły podstawowego źródła utrzymania ani nie były dziedzictwem przeznaczonym dla własnych dzieci. Słowo Boże wyraźnie nakazywało dbać o utrzymanie i zabezpieczenie finansowe rodziny. Należało również dbać o te wdowy we własnych rodzinach, które nie ukończyły 60 lat. Trudno byłoby wypełniać te przykazania nie posiadając własnego miejsca zamieszkania. Poza tym, czytamy, że "łamiąc chleb po domach, przyjmowali pokarm z weselem i w prostocie serca" [2:46]. Najwyraźniej ludzie ci mieli gdzie mieszkać.

To, co było wystawiane na sprzedaż, stanowiło majątek wykraczający poza własne potrzeby i nie będący czymś niezbędnym do przeżycia. W niektórych przypadkach pewnie trudno się było rozstać właścicielom z pewnymi dobrami. Mimo to, zamieniano je na gotówkę i przynoszono w charakterze pomocy dla wdów, sierot i bezdomnych.

Oto świadectwo, które z pewnością wyszło daleko poza granice Jerozolimy. Było to przesłanie kierowane przez Ducha Świętego do całego świata: Tylko moc Boża potrafi zerwać pęta materializmu, który wiązał Izraela przez całe wieki.

Pomyślcie, jaka moc była potrzebna, by potrząsnąć i obudzić tych, którzy przez tyle wieków pogardzali biedotą! Przychodnie, którzy niedawno słyszeli tych samych ludzi głoszących dzieła Boże w ich własnych językach, teraz zobaczyli ich sprzedających własne majętności. W dodatku majętności te wcale nie były odpadami - ich sprzedaż była poważną ofiarą. Świadkowie tego wszystkiego musieli się nieźle dziwić: "Co tu się dzieje? Skąd nagle taka masowa wyprzedaż? Czy ci ludzie wiedzą coś, o czym my nie wiemy?"

Każdy z ówczesnych wierzących odpowiadał zapewne: "Po prostu jesteśmy uczniami Jezusa. Oddaliśmy serca Mesjaszowi i Jego Duch nas zmienił. Teraz czynimy dzieła Boże. On głosił Ewangelię ubogim i szedł do trędowatych. Usługiwał wdowom i troszczył się o sieroty. A my dowiedzieliśmy się od Ducha Świętego, że mamy czynić podobnie. Dlatego sprzedajemy to wszystko, by zebrać pieniądze dla biednych i bezbronnych. To jest dzieło Jezusa."

Wyobraźcie sobie rozmowy, jakie zapewne miały miejsce w całym mieście. W kawiarniach, synagogach i na bazarach można było usłyszeć:

- Wreszcie udało mi się kupić ten dom. Czekałem na to od lat! Przez cały czas właściciel próbował naciągnąć mnie na ogromne pieniądze. Jest faryzeuszem i układałem się z nim od dłuższego czasu. Wyobraź sobie, że przyszedł do mnie wczoraj i zaproponował całkiem rozsądną cenę. Zapytałem, co spowodowało zmianę jego decyzji. Odpowiedział, że został uczniem Jezusa, jest napełniony Duchem Świętym i Bóg uzdrowił go z zachłanności. Poza tym, uzyskane pieniądze chce przeznaczyć na pomoc dla biednych, wdów i sierot.

Oto świadectwo Pięćdziesiątnicy! Świat zobaczył tych ludzi, jak miłują się wzajemnie, sprzedają swoje majątki i dają potrzebującym. I właśnie tego chciał od nich Duch Święty - żywego świadectwa Bożej miłości wobec świata. Oni głosili ewangelię własnymi czynami.

Pamiętacie zapewne historię Ananiasza i Safiry. Oboje się nawrócili i oboje padli martwi pośród zgromadzenia, ponieważ ich świadectwo o Jezusie było fałszywe. Okłamali Piotra w sprawie kwoty, jaką otrzymali za sprzedaną ziemię. Lecz Piotr powiedział im, że okłamali Ducha Świętego. Rzeczywiście, jeżeli chrześcijanin okłamuje kogokolwiek, to tak, jakby okłamywał samego Boga.

Na czym dokładnie polegało kłamstwo tego małżeństwa? Na fałszywym świadectwie w związku z pieniędzmi przeznaczonymi dla biednych. Prawdopodobnie powiedzieli osobie kupującej od nich posiadłość: "Wszystko, co nam teraz dajesz, zostanie przekazane na dzieło Boże i oddane wdowom oraz biednym". Potem jednak zatrzymali dla siebie część uzyskanej kwoty. W Dniu Sądu wiele osób zostanie zapytanych o to, co zrobili z pieniędzmi przeznaczonymi na cele dobroczynne. Myślę o organizacjach, które zebrały miliony dolarów na rzecz ofiar tragedii 11 września, a potem częściowo przywłaszczyły te pieniądze. Myślę również o usługujących, którzy prowadzili zbiórkę funduszy dla wdów i sierot, a potem je defraudowali. Powiadam wam, że oni nie muszą się obawiać urzędów skarbowych lecz niechaj się boją Wszechmocnego, który księguje im każdy grosz.

Takie jest przesłanie historii Ananiasza i Safiry: nie wolno tknąć tego, co należy do biednych i potrzebujących. Bóg nie będzie patrzył bezczynnie na to, jak fałszujemy obraz Jego Syna wobec świata.

(Swoją drogą, nawet muzułmanie rozumieją, jak ważne jest takie świadectwo. Niedawno czytałem o loterii telefonicznej w Arabii Saudyjskiej, podczas której zbierano pieniądze dla rodzin palestyńskich "męczenników" [czyli terrorystów-samobójców atakujących cywilne cele w Izraelu]. Loteria była sponsorowana przez państwo, a król jako pierwszy zgłosił się z darowizną wysokości 2.7 miliona dolarów. Jakaś księżniczka oferowała swojego Rolls-Royce'a. Pewna kobieta zgłosiła się z posagiem wartym 17 tysięcy dolarów. Całe rzesze ludzi przybywały do studia telewizyjnego, by wrzucać gotówkę do skarbonek trzymanych przez dzieci przykute do wózków inwalidzkich. Wszyscy chcieli pokazać, jak Allah kocha dzieci.

W sumie zebrano 155 milionów dolarów, a to był dopiero początek. Następnie wezwano cały świat islamski do dawania na rzecz odbudowy państwa palestyńskiego. Zobaczcie, że szatan doskonale zna potęgę takiego świadectwa i subtelnie podrabia oryginał, by wykorzystać to do własnej reklamy).

Zastanówmy się, w jaki sposób Duch Święty spowodował tę nagłą zmianę w sercach nowo nawróconych mieszkańców Jerozolimy? Przemiana ta była autentycznym cudem. Odpowiedź jest następująca: oni byli dziećmi proroctwa Malachiasza. Malachiasz był ostatnim prorokiem, którego księga jest częścią Starego Testamentu. Bóg przemówił przez niego: "Wtedy przyjdę do was na sąd i rychło wystąpię jako oskarżyciel czarowników, cudzołożników i krzywoprzysięzców, tych, którzy uciskają najemnika, wdowę i sierotę" [Mal. 3:5].

Teraz wróćmy do sytuacji Kościoła w Dniu Pięćdziesiątnicy. Wierzący spotykali się po domach i "trwali w nauce apostolskiej, łamaniu chleba i modlitwach" [Dz.Ap. 2:42]. Co to jest "nauka apostolska"? Po prostu słowa samego Jezusa, który będąc jeszcze z uczniami poinstruował ich: "Lecz Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w imieniu moim, nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem" [Jan 14:26].

Teraz posłuchajcie mnie uważnie. Jedno z ostatnich przesłań, jakie wygłosił Jezus tuż przed ukrzyżowaniem, jest zawarte w Ewangelii Mateusza 25. Uważam, że Duch Święty szczególnie chciał zwrócić uwagę uczniów na jego treść. Być może nawet sam Mateusz zwiastował to przesłanie nowo ochrzczonym.

Słowa Jezusa zostały ożywione w ich sercach i wtedy zobaczyli, że już nigdy nie będą żyć tak jak dawniej. Nagle pojęli, jak ważną sprawą jest godne reprezentowanie Jezusa. To doprowadziło ich do wyprzedaży wszystkich dóbr, które nie były im niezbędne. Mówiąc wprost, słowa Chrystusa z Ewangelii Mateusza 25 wytworzyły w nich postawę troski i miłości do biednych. W jaki sposób? Dosłownie stawiając ich przed Jego sędziowskim tronem.

Ten sam fragment z 25 rozdziału Ewangelii Mateusza wstrząsnął mną do głębi, skłaniając do zmian w życiu i służbie. Podobnie będzie z Wami, jeśli wołacie do Pana o Jego dotknięcie i pragniecie odnowienia żywej relacji z Nim - zostaniecie zabrani w podróż przez Ducha Świętego. Gdzieś na tej drodze natraficie na 25 rozdział Ewangelii Mateusza. Nie wolno nam dłużej przechodzić nad tym druzgocącym Słowem do porządku dziennego.

Zapisane tutaj Słowa Chrystusa nie są przypowieścią lecz proroctwem:

"A gdy przyjdzie Syn Człowieczy w chwale swojej i wszyscy aniołowie z nim, wtedy zasiądzie na tronie swej chwały, i będą zgromadzone przed nim wszystkie narody, i odłączy jedne od drugich, jak pasterz odłącza owce od kozłów. I ustawi owce po swojej prawicy, a kozły po lewicy" [Mat. 25:31-33].

Niektórzy twierdzą, że chodzi tutaj nie o poszczególnych ludzi, lecz o całe narody. To niedorzeczne - nie istnieją "narody owiec", ani "narody kozłów". Pokażcie mi choć jeden "naród owiec" żyjący kiedykolwiek na przestrzeni całej historii. Opisany tutaj moment będzie sądem postaw ludzkich, a jego kryterium jest wyraźnie określone:

"Wtedy powie król tym po swojej prawicy: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, odziedziczcie Królestwo, przygotowane dla was od założenia świata. Albowiem łaknąłem, a daliście mi jeść, pragnąłem, a daliście mi pić, byłem przychodniem, a przyjęliście mnie, byłem chory, a odwiedzaliście mnie, byłem w więzieniu, a przychodziliście do mnie" [Mat. 25:34-36].

Jezus chwali owce mówiąc: "Reprezentowaliście mnie godnie. Świadczyliście światu, że Ja identyfikuję się z więźniami grzechu i ubóstwa. Znaliście moje serce i pozwoliliście, bym poprzez was ukazywał moją naturę i miłość." Chrystus nie wspomina ani słowem o innych wspaniałych dziełach tych ludzi, lecz koncentruje się na tej jednej rzeczy.

Teraz następuje Słowo, przed którym zadrżałem. Jezus mówi: "Wtedy powie i tym po lewicy: Idźcie ode mnie, przeklęci, w ogień wieczny, zgotowany diabłu i jego aniołom. Albowiem łaknąłem, a nie daliście mi jeść, pragnąłem, a nie daliście mi pić. Byłem przychodniem, a nie przyjęliście mnie, nagim, a nie przyodzialiście mnie, chorym i w więzieniu i nie odwiedzaliście mnie" [Mat. 25:41-43].

Zauważcie, że Jezus nie potępia kozłów za cudzołóstwo, narkomanię, pornografię, homoseksualizm czy inne straszne grzechy. Oczywiście, wszystkie one zasługują na potępienie i wszyscy, którzy je popełniają, zostaną osądzeni za każdy uczynek dokonany w ciele. Lecz dla Chrystusa istnieje jeszcze jeden, wyższy standard sądu.

Gdy przyłożyłem tę miarę do własnego życia, pomyślałem: "Nie odnajduję się w tym proroctwie. Kiedy wykonywałem to wszystko, co jest tutaj nakazane? Czy zaniedbałem służbę pomocy bezdomnym, wdowom, sierotom i więźniom? Jak wyglądam w świetle słów Jezusa: 'Zaprawdę powiadam wam, czegokolwiek nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, i mnie nie uczyniliście. I odejdą ci na kaźń wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego' [25:45-46]?"

Przez wiele miesięcy modliłem się za wdowy, sieroty i biednych. Otrzymujemy listy od zubożałych ludzi, których nie stać już na opłacenie ubezpieczenia czy utrzymanie domu. Wołałem do Boga: "Ty jesteś Panem Zastępów. Nakarm ich. Zaspokój ich potrzeby". Wreszcie Pan odpowiedział mi: "Dawidzie, musisz zrobić coś więcej niż tylko modlić się za nich. Nakarm ich. To leży w twoich możliwościach".

Proszę, nie zrozumcie mnie źle: Nikt nie może zostać zbawiony z uczynków. Zostaniemy jednak osądzeni z ich wykonywania. Przy czym problem nie leży w tym, ilu osobom pomożemy. Chodzi raczej o coś innego: "Czy wyznaję Chrystusa jako Pana, a potem żyję już tylko dla siebie? Czy ukazuję własnym życiem fałszywy obraz Jezusa, spędzając czas głównie na gromadzeniu majątku? Czy zamykam oczy na potrzeby biednych i bezradnych?"

Nasze świadectwo wobec świata przeklętego przez grzech powinno zawierać zarówno głoszenie Słowa jak i wykonywanie uczynków godnych Ojca. Nie można rozdzielić ogłaszania Jezusa od pomocy potrzebującym. Jak pisze Jakub, takie uczynki dowodzą mocy Ewangelii:

"Cóż to pomoże, bracia moi, jeśli ktoś mówi, że ma wiarę, a nie ma uczynków? Czy wiara może go zbawić? Jeśli brat albo siostra nie mają się w co przyodziać i brakuje im powszedniego chleba, a ktoś z was powiedziałby im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i nasyćcie, a nie dalibyście im tego, czego ciało potrzebuje, cóż to pomoże?" [Jak. 2:14-16].

Większość chrześcijan odpowiada na proroctwo Jezusa w dwojaki sposób. Istnieją zwolennicy "taniej ewangelii", którzy powiadają: "Bóg nie jest taki surowy. To, co mówisz, tylko nas obciąża. Nasz Bóg jest miłością". Natomiast wyznawcy "twardej ewangelii" mówią: "To jest zbyt wymagające. Trudno nam przyjąć tak zniechęcające Słowo. Nigdy nie przeskoczymy tak wysoko zawieszonej poprzeczki".

I tak obydwie ewangelie idą swoją drogą, każda usprawiedliwiona i nienaruszona. I tak kontynuujemy organizowanie przebudzeń dla niewierzących. Nadal prowadzimy spotkania modlitewne, prosząc Boga o zaspokojenie potrzeb biednych ludzi. W okresie świątecznym rozprowadzamy dary wśród rodzin potrzebujących. Przy okazji wrzucimy parę groszy do czapki żebraka. Lecz nie mamy pełnowymiarowej służby dla biednych - takiej, jaką nakazał Jezus.

Tacy ludzie będą zapewne wołać: "Ależ Panie, to jakieś nieporozumienie! Wierzyliśmy w Ciebie. Modliliśmy się, pościliśmy, chodziliśmy do kościoła. Jesteśmy owcami odkupionymi Twoją krwią". Dlaczego tacy ludzie mieliby zostać odłączeni jako kozły?

Jeśli miłujemy świat i to, co do niego należy, nie możemy równocześnie należeć do Boga: "Nie miłujcie świata, ani tych rzeczy, które są na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca" [I Jana 2:15]. Jeśli pożądamy coraz więcej rzeczy, to nie jesteśmy Jego owcami: "Ani złodzieje, ani chciwcy (...) Królestwa Bożego nie odziedziczą" [I Kor. 6:10].

Ci wierzący nie znajdą się w gronie kozłów ze względu na pożądliwość różnych rzeczy czy dlatego, że nie pomagali potrzebującym. Usłyszą od Pana: "Jesteście kozłami, ponieważ fałszywie przedstawialiście światu mój wizerunek. Spowodowaliście, że bezbożnicy zaczęli mnie identyfikować z materialnym powodzeniem, pieniędzmi i sukcesem. Zwodziliście biednych wmawiając im, że Ja pragnę ich uczynić bogaczami. A chorym mówiliście, że ich cierpienie wynika z braku wiary.

"Błogosławiłem wam. Wylewałem na was łaskę, bo was kocham. Lecz wy nie otworzyliście uszu na krzyk potrzebujących wokół was. Zamiast tego, dławiliście się własnymi dobrami. Gdybyście należeli do mnie - gdybyście mnie kochali - przestrzegalibyście moich przykazań".

Być może powiecie: "Bracie Dawidzie, to jest zbyt surowe. Bóg z pewnością by tak nie powiedział." Przeczytajcie zatem Słowo z Księgi Ezechiela: "Oto winą Sodomy, twojej siostry, było to: wzbiła się w pychę, miała dostatek chleba i beztroski spokój (...) lecz nie wspomagała ubogiego i biednego" [Ez. 16:49] (podkreślenie moje). Gdy Bóg zesłał sąd na mieszkańców Sodomy, nie wspominał wtedy ich homoseksualizmu czy bałwochwalstwa. Chodziło o pychę, wygodnictwo i brak troski o biednych.

Umiłowani, Pan nie wzywał do jednorazowej wyprzedaży dóbr w Jerozolimie. On poruszył serca nowo nawróconych chrześcijan, by to zrobili dobrowolnie. Pragnął świadków, którzy nie byliby związani rzeczami, by oni objawili światu Jego serce. Bogu nie chodzi o nasze domy. On chce nas obudzić, żebyśmy zobaczyli jak bardzo możemy się dławić swoim stanem posiadania.

Jak możecie zaangażować się w służbę dla ubogich? Jest to wynik działania Ducha Świętego. Jeśli ktoś z Was jest poruszony tym kazaniem, zwróćcie się do Niego, a On Was wprowadzi we wszelkie szczegóły i pokaże Wam odpowiednich ludzi. Nie chodzi o to, by wzbudzić w Was poczucie winy - po prostu przeszukacie swoje serca w świetle tego Słowa.

Pan nie oczekuje od nikogo z nas, abyśmy poświęcili się tej służbie bez reszty. Wiem jednak, że chodzi Mu o wzbudzenie w nas wrażliwości na potrzeby innych. Czy możesz powiedzieć, że jesteś gotów stanąć przed Nim tego dnia, bo pomagasz żywić biednych, odwiedzasz więźniów, jesteś błogosławieństwem dla wdów i sierot?

Duch Święty nie pozwala mi unikać tej przekonującej prawdy o mnie samym. Żaden prawdziwy wierzący nie będzie miał wymówki. Bóg myśli dokładnie to, co mówi. Nawet ci, którzy są przykuci do łóżek, starzy lub niedołężni, mogą się modlić za bezdomnych czy pisać listy do więźniów.

Jeśli masz pragnienie wypełniać to przykazanie, Duch Święty pokaże Ci, jak to zrobić. A gdy się zaangażujesz w te sprawy, spełni się w Twoim życiu obietnica: "Gdy głodnemu podasz swój chleb i zaspokoisz pragnienie strapionego, wtedy twoje światło wzejdzie w ciemności, a twój zmierzch będzie jak południe. I Pan będzie ciebie stale prowadził i nasyci twoją duszę nawet na pustkowiach, i sprawi, że twoje członki odzyskają swoją siłę, i będziesz jak ogród nawodniony i jak źródło, którego wody nie wysychają" [Iz. 58:10-11].

Download PDF

DAILY ENCOURAGEMENT IN YOUR INBOX

Sign up now to receive our Daily Devotional or E-newsletter.

SUBSCRIBE