Służba oglądania Jego oblicza | World Challenge

Służba oglądania Jego oblicza

David Wilkerson
March 17, 2003

Każdy chrześcijanin jest powołany do służby. Biblia pokazuje to bardzo wyraźnie. Apostoł Paweł pisze: “[My wszyscy tedy] mając tę służbę (...) nie upadamy na duchu” [II Kor. 4:1].

Mimo to, większość wierzących ma niezbyt biblijne pojęcie na temat służby. Często postrzegamy ją jako zajęcie wyłącznie dla ordynowanych kaznodziejów czy misjonarzy. Myślimy o usługujących jako o absolwentach seminariów, którzy udzielają ślubów i pogrzebów, budują kaplice, prowadzą nabożeństwa i głoszą kazania. Traktujemy ich jak duchowych lekarzy, którzy mają leczyć i opatrywać zranionych, cierpiących ludzi.

Bóg nie ocenia służby w taki sposób, jak my. Większość z nas patrzy głównie na jej wielkość i efektywność, przez pryzmat dokonanych dobrych uczynków i osiągnięć. Lecz w Bożych oczach najważniejsze nie jest to, na ile efektywna jest dana służba, jak duży kościół zbudowaliśmy ani do jak wielkich rzesz dotarliśmy z Ewangelią.

Oczywiście, wielu przywódców Kościoła osiągnęło w swej służbie niewiarygodne sukcesy. Obdarowani przez Boga mężczyźni i kobiety zbudowali mega-kościoły, założyli różne instytucje i głosili Ewangelię milionom ludzi. Jednakże, niektórzy z nich sprawowali swą służbę z nieoczyszczonymi sercami, pogrążonymi w ciemności. Cudzołożnicy, wszetecznicy, pijacy, homoseksualiści - wszyscy używali swych talentów i inteligencji do osiągania wielkich celów w ramach działalności Kościoła.

Dziękuję Bogu za każdego prawego sługę, który zbudował służbę na sprawiedliwej podstawie. Cała Biblia wzywa nas do usługiwania cierpiącej ludzkości w jej potrzebach. Problem polega jednak na tym, że większość chrześcijan wyobraża sobie służbę jako coś, co robimy, jako dzieło do wykonania - a nie jako coś, czym jesteśmy, albo czym się stajemy.

Paweł pisze o pewnej służbie, do której każdy chrześcijanin został powołany. Nie wymaga ona szczególnych darów czy talentów. Może ją podjąć każdy, kto narodził się na nowo z Ducha, zarówno duchowny jak i zwykły wierzący. Tak naprawdę, służba ta jest podstawowym powołaniem każdego wierzącego, a wszystkie dążenia powinny wypływać właśnie z niej. Żadna służba nie będzie miła Bogu, jeżeli nie zrodzi się z tego powołania.

Mówię o służbie oglądania oblicza Chrystusowego. Paweł mówi: “My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, [oglądamy] jak w zwierciadle chwałę Pana (...)” [II Kor. 3:18].

Co to znaczy oglądać chwałę Pana? Paweł pisze tutaj o uwielbieniu skoncentrowanym na Jezusie. Jest to czas, gdy po prostu z Nim jesteśmy. Apostoł dodaje od razu: “Dlatego [mamy] tę służbę” [II Kor. 4:1]. Tym samym wskazuje, że wszyscy powinniśmy się poświęcić służbie stania przed Panem i oglądania Jego oblicza.

Grecki odpowiednik wyrazu “oglądać” zawiera bardzo silny ładunek emocjonalny. Oznacza on nie tyle “patrzeć”, co “wpatrywać się, koncentrować się na jakimś widoku”. Oznacza podjęcie decyzji: “Nie ruszę się z tego miejsca. Zanim podejmę się czegokolwiek, muszę znaleźć się w Bożej obecności”.

Wielu chrześcijan błędnie rozumie określenie “oglądając jak w zwierciadle” [3:18]. Myślą oni, że patrząc w lustro, powinni widzieć oblicze Jezusa. Paweł nie ma niczego podobnego na myśli. Mówi o intensywnym wpatrywaniu się, o próbie zobaczenia czegoś najdokładniej, jak można [zapominają, że w czasach apostolskich zwierciadła były robione z polerowanego metalu i dlatego odbicie nie było tak wyraźne, jak w dzisiejszych lustrach - przyp. tłum.]. Mamy zatem zamknąć się w komorze, mając tylko jedno pragnienie: wpatrywać się w oblicze Pana tak intensywnie i być z Nim tak blisko, by doznawać przemiany.

Co się dzieje, gdy wierzący ogląda oblicze Chrystusa? Paweł pisze: “My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem” [II Kor. 3:18].

Słowo “przemiana” to w oryginale “metamorfoza” czyli zmiana, przemienienie, przeistoczenie. Każdy, kto często wchodzi do miejsca najświętszego i koncentruje duchowy wzrok na Chrystusie, doznaje metamorfozy, czyli przeistoczenia. Polega ono na stałej przemianie naszego charakteru na podobieństwo Jezusa.

Być może często stajecie przed obliczem Pana, lecz nie odczuwacie, że doznajecie przemiany. Powiadam wam, możecie być pewni, że taka przemiana ma miejsce. Z całą pewnością coś się dzieje, gdyż nie można oglądać chwały Pana i jednocześnie pozostawać niezmienionym.

Zwróćmy uwagę na ostatni fragment Pawłowego stwierdzenia: “My wszyscy (...) zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem” [3:18 podkreślenie moje]. Duch Święty wykonuje pracę przeistaczania nas. A teraz przeczytajmy werset poprzedni: “A Pan jest Duchem; gdzie zaś Duch Pański, tam wolność” [3:17].

Czy rozumiecie, co ma na myśli Paweł w tym fragmencie? Mówi: “Jeśli oglądacie oblicze Chrystusa, uzyskujecie wolność do przemiany”. Będąc w obecności Pana, dajemy Duchowi Świętemu wolność, aby mógł rządzić naszym życiem i czynić swoją wolę. Jest to akt poddania, w którym mówimy: “Panie, Twoja wola jest moją. Bez względu na koszty, zmieniaj mnie na podobieństwo Jezusa.”

Pierwszą rzeczą, jaką widzimy oglądając oblicze Pana, jest nasz brak podobieństwa do Chrystusa. Nieważne, jak dobrze o sobie myślimy - Duch Boży pokazuje nam, jak bardzo brakuje nam Jego chwały, jak bardzo polegamy na sobie i jak bardzo wysilamy się w naszym ciele.

Gdy wpatrujemy się w Chrystusa, rozpoczyna się w nas automatycznie pewna praca. Widzimy, że On pozyskał dla nas wszelką sprawiedliwość. Dlatego nie musimy już walczyć w pocie czoła o osiągnięcie stanu świętości. Zaprawdę, ulegamy przemianie - nie dzięki własnym wysiłkom, lecz w wyniku działania Ducha Świętego. To On rozpoczął w nas chwalebny proces przemiany.

Teraz wszystko odbywa się na podstawie Przymierza, przez Jego Ducha. Do nas należy jedynie jak najczęstsze przebywanie w Jego obecności i wpatrywanie się w Jego oblicze. Mamy złożyć w Nim swą ufność, jako w sprawcy i dokończycielu naszej wiary. On będzie nas przemieniał na swoje podobieństwo mocą swego Ducha.

Wielu chrześcijan uważa się za napełnionych Duchem Świętym. Wierzę jednak, że istnieje test, dzięki któremu możemy poznać, czy rzeczywiście rządzi On naszym życiem. Polega on na tym, że musi zachodzić w nas stałe pogłębianie się charakteru Chrystusowego.

Jeśli Duch Boży istotnie posiada pełną kontrolę nad naszym życiem, to owo pogłębianie nie przebiega chaotycznie i skokowo. W takiej sytuacji nie będziecie przeżywali gwałtownych kryzysów i momentów odejścia od Jego obecności. Przeciwnie, będziecie obserwować u siebie stałe narastanie przemian i nie będzie ono jedynie skutkiem prób i doświadczeń od Boga. Będzie stale postępowało, ponieważ zmiany wypracowane przez Ducha Świętego dokonują się nieprzerwanie. W Jego pracy nie ma okresów stagnacji.

To prawda, że przemiana zachodzi głównie w wyniku prób i cierpień. Paweł pisze: “Mamy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby się okazało, że moc, która wszystko przewyższa, jest z Boga, a nie z nas” [II Kor. 4:7]. Pewnie się zastanawiacie, w jaki sposób takie kruche naczynia jak my mogą w sobie zawierać i coraz silniej przejawiać chwałę charakteru Chrystusowego - szczególnie wtedy, gdy znajdujemy się pod ostrzałem przeciwności?

Nie wiemy, w jaki sposób Duch będzie nas przemieniał. Nie znamy metod, które wybierze w naszym przypadku. Możemy jednak być pewni, że każdy ucisk i cierpienie mają przynieść zmianę.

Kiedy Gwen i ja dowiedzieliśmy się o wykryciu nieuleczalnego nowotworu mózgu u naszej wnuczki Tiffany, od razu pomyśleliśmy o tym, jak kruchym naczyniem jest jej matka - nasza córka Debbie. Zastanawialiśmy się, jak ona to wytrzyma, będąc tak delikatną osobą. Lecz Debbie była niczym skała. Cała rodzina zobaczyła Bożą moc przejawiającą się w niej podczas tych trudnych chwil.

Skąd Debbie wzięła tę siłę? Przez całe miesiące wpatrywała się w oblicze Jezusa, czytając wartościowe dzieła Madame Guyon oraz Amy Carmichael. Kiedy zaczęła je czytać powiedziała mi: “Tato, chcę po prostu lepiej poznać Jezusa.”

Spędzała całe miesiące na osobistej modlitwie, patrząc w Jego oblicze. I Duch Święty zmienił ją tak, że istotnie była światłością dla świata. Została przemieniona. Tę samą siłę zobaczyliśmy u jej męża, Rogera. Ich wiara, ufność i odpocznienie w Panu były wielkim świadectwem dla innych w okresie ich największego ucisku.

Nikt nie może was powołać do służby dla Pana. Możecie mieć dyplom ukończenia seminarium, możecie zostać ordynowani przez biskupa lub wysłani przez jakiś kościół. Lecz Paweł wskazuje na jedyne źródło każdego prawdziwego powołania do służby: “Dzięki składam temu, który mnie wzmocnił, Chrystusowi Jezusowi, Panu naszemu, za to, że mnie uznał za godnego zaufania, zleciwszy mi tę służbę” [I Tym. 1:12].

Co ma na myśli Paweł pisząc, że Jezus wzmocnił go i uznał za godnego zaufania? Powróćmy na chwilę do jego nawrócenia. Trzy dni po tym wydarzeniu Chrystus powołał go do służby, a konkretnie do służby związanej z cierpieniem: “Ja sam bowiem pokażę mu, ile musi wycierpieć dla imienia mego” [Dz.Ap. 9:16].

To jest służba, o której wspomina Paweł pisząc: “Dlatego, mając tę służbę (...)” [II Kor. 4:1]. I dalej dodaje: “która nam została poruczona z miłosierdzia, nie upadamy na duchu”. Mówi o służbie związanej z cierpieniem i wyraźnie naucza, że wszyscy jesteśmy do niej powołani.

Paweł mówi, że Jezus dał mu obietnicę dotyczącą tej służby. Obiecał, że pozostanie wierny Pawłowi i wzmocni go we wszystkich próbach. Grecki odpowiednik wyrazu “wzmocni” oznacza stały napływ sił. Paweł stwierdza: “Jezus obiecał mi, że obdarzy mnie siłą do przejścia całej drogi, jaka jest przede mną. On mnie wzmacnia, żebym mógł być Mu wierny w tej służbie. Dzięki Niemu nie upadnę na duchu ani nie poddam się, lecz wydam dobre świadectwo.”

Pozwólcie, że zapytam: jak myślicie, co stanowiło dla Pawła priorytet w jego służbie? Czy było to głoszenie przekonywujących kazań? Głębia jego nauczania? Nie. Paweł nie był zbyt elokwentnym mówcą. Sam przyznaje, że głosił w słabości, z drżeniem i bojaźnią. Nawet apostoł Piotr napisał, że czasem Paweł pisał rzeczy trudne do zrozumienia [zob. II Piotra 3:15-16 BT].

W tamtym czasie Paweł już dawno odrzucił swoją światową uczoność i ziemską mądrość. Zdawał sobie sprawę, że jego służba nie polega na głoszeniu kazań, uzdrawianiu chorych czy pokazywaniu swej ludzkiej błyskotliwości. Jego służbą było ukazywanie charakteru Chrystusowego we własnym życiu, który był w nim kształtowany poprzez wielkie cierpienia. Ten wielki apostoł wywarł niezwykły wpływ na współczesne mu pokolenie, i wciąż wywiera dzięki temu, w jaki sposób reagował na próby i uciski we własnym życiu.

Paweł często używał określenia “Chrystus we mnie”. Mówił tym samym: “Widzicie istotę ludzką, stojącą przed wami. Lecz Bóg przeprowadził mnie przez wielkie uciski nierozerwalnie związane z cierpieniem, które ukształtowało we mnie charakter Chrystusowy. To On jest źródłem światłości, jaką we mnie widzicie. Tylko wierny Pan, który wzmacnia, może wytworzyć taki owoc w ludzkim życiu. Jedynie On może włożyć w usta swoich sług pieśń i świadectwo pośród każdego ucisku.”

Oto, jak Paweł podsumowuje swoją służbę: “Zewsząd uciskani, nie jesteśmy jednak pognębieni, zakłopotani, ale nie zrozpaczeni, prześladowani, ale nie pokonani, zawsze śmierć Jezusa na ciele swoim noszący, aby i życie Jezusa na śmiertelnym ciele naszym się ujawniło” [II Kor. 4:8-10].

Paweł nie był nadczłowiekiem. Znał uczucie rozpaczy z pierwszej ręki. Bywał w takich sytuacjach, że śmierć zaglądała mu już w oczy. Jak sam zaświadcza: “Nie chcemy bowiem, abyście nie wiedzieli, bracia, o utrapieniu naszym, jakie nas spotkało w Azji, iż ponad miarę i ponad siły nasze byliśmy obciążeni tak, że nieomal zwątpiliśmy o życiu naszym; doprawdy, byliśmy już całkowicie pewni tego, że śmierć nasza jest postanowiona, abyśmy nie na sobie samych polegali, ale na Bogu, który wzbudza umarłych, który z tak wielkiego niebezpieczeństwa śmierci nas wyrwał i wyrwie; w nim też nadzieję pokładamy, że i nadal wyrywać będzie (...)” [II Kor. 1:8-10].

Czy rozumiecie, co Paweł ma na myśli? Innymi słowy, mówi: “Byliśmy obciążeni ponad ludzkie siły i zupełnie tego nie rozumieliśmy. Byliśmy już pewni, że nasz koniec jest postanowiony”.

Takie chwile były dla Pawła najtrudniejsze. Stawał w obliczu śmierci, a jednocześnie pamiętał o swej służbie i powołaniu. Myślał zapewne: “Cały świat mnie teraz obserwuje. Wygłosiłem wiele kazań na temat Bożej mocy, która zachowuje Jego sługi. Teraz wszyscy są ciekawi, czy ja sam naprawdę w to wierzę”.

I znów powstał, by po raz kolejny narazić życie w służbie. Zawołał: “Żywy czy martwy, Pański jestem! Ufam Bogu, który wskrzesza z martwych”.

Po tym wydarzeniu oznajmił Kościołowi w Koryncie: “To wasze modlitwy przyszły nam z pomocą. Uzdolniliście nas do przejścia przez to wszystko z pieśnią zwycięstwa na ustach”. Napisał: “Przy waszym także współdziałaniu przez modlitwę za nas, aby za udzielony nam dar łaski składane były z ust wielu dzięki za nas” [II Kor. 1:11].

Chcę powiedzieć z całą mocą: nigdy nie wolno nam traktować lekko i powierzchownie modlitwy o braci i siostry, którzy są w potrzebie. Paweł pisze, że modlitwy Koryntian były dla niego darem. Były cenniejsze od pieniędzy, słów pociechy czy nawet dobrych uczynków wypływających z miłości.

Moja rodzina wie, co to wdzięczność za modlitwy innych. Nasza wnuczka Tiffany przez trzydzieści dni leżała, umierając w naszym domu. Był to okres najcięższej próby w naszym życiu. Poznaliśmy znaczenie świadectwa Pawłowego: spadł na nas nagły ucisk, byliśmy obciążeni ponad miarę, stanęliśmy w obliczu próby, której nigdy nie bylibyśmy w stanie zrozumieć z ludzkiego punktu widzenia.

W ostatnich chwilach życia Tiffany zgromadziliśmy się wokół jej łóżka, chwyciliśmy się za ręce i śpiewaliśmy: “Bóg jest tak dobry”. Odczuwaliśmy wtedy moc modlitw świętych, wstawiających się za nami. Były tak odczuwalne, jak nasze dłonie splecione w uścisku.

Możemy śmiało zaświadczyć, że zostaliśmy podniesieni przez modlitwy wstawiennicze braci i sióstr. Tak jak apostoł Paweł, możemy powiedzieć wszystkim, którzy wołali za nami do Pana: “Tak bardzo pomogliście nam przez swe modlitwy. Udzieliliście nam daru, który dopomógł nam uwielbić Boga w najtrudniejszym momencie. Nie zostaliśmy pokonani przez tę próbę. Przeszliśmy przez nią zwycięsko.”

Jestem przekonany, że pisząc do Tymoteusza Paweł opisywał również nasze czasy: “Zaklinam cię tedy przed Bogiem i Chrystusem Jezusem (...) Głoś Słowo, bądź w pogotowiu w każdy czas, dogodny czy niedogodny, [strofuj - BG], grom, napominaj z wszelką cierpliwością i pouczaniem.

Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom. Ale ty bądź czujny we wszystkim, [znoś cierpienie – anglojęzyczny przekład KJV], wykonuj pracę ewangelisty, pełnij rzetelnie służbę swoją” [II Tym. 4:1-5].

Paweł ostrzegał Tymoteusza: “Ludzie oddadzą się pożądliwości do tego stopnia, że nie zniosą już zdrowego nauczania. Lecz ty nie przestawaj głosić Słowa. Strofowanie jest niezbędne. Dlatego grom nieposłusznych i zachęcaj wszystkich do czynienia dobra”.

Musimy nadal głosić Słowo pełne mocy, nauczać zdrowej doktryny i strofować w Boży sposób. Lecz wkrótce świat nie będzie chciał o tym słyszeć. Ludzkość popadnie w taką obsesję na punkcie swoich przyjemności i pożądliwości, że całkowicie zignoruje Kościół. Zwiastowanie rzetelnej doktryny nie będzie miało żadnego wpływu na znarkotyzowane społeczeństwo.

Uważam, że świat doszedł już do tego punktu. Nominalny Kościół okazał się zupełnie bezsilny. W wielu przypadkach nie ma żadnego wpływu na narody, a nawet na jednostki. Pytam was, jaka służba dotrze do świata, który popada w szaleństwo?

Dzięki Bogu, jest jeszcze taki rodzaj służby, który przemawia do ateistów, muzułmanów i niewierzących wszelkiej maści. Jest to światłość Chrystusowa, jaśniejąca w życiu wierzących, którzy przechodzą poważne i dotkliwe cierpienie. Przez całe wieki była ona najmocniejszym świadectwem ludu Bożego, który doświadczał potrząsania i był nękany chorobą, prześladowaniem i wszelkiego rodzaju cierpieniem. Dzięki tym wszystkim próbom, jaśnienie charakteru Chrystusowego w wierzących dotykało ich otoczenia.

Przyjrzyjmy się bliżej słowom Pawła w cytowanym powyżej fragmencie:

  • “Ale ty bądź czujny we wszystkim, [znoś cierpienie – anglojęzyczny przekład KJV]” [II Tym. 4:5]. Apostoł mówi: “Pamiętaj, że niewierzący świat cię obserwuje. Dlatego uważaj na to, jak reagujesz w czasie ucisku. Nie pozwól, by twoje próby przygniotły cię i zmieniły w niewierną osobę, która stale narzeka i żali się. W taki sposób zdyskredytowałbyś każde słowo, jakie wypowiedziałeś wcześniej o Bożej wierności”.
  • “Wykonuj pracę ewangelisty” [4:5]. Gdy byłem młodym kaznodzieją, nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego nie mogę po prostu przejść po korytarzach jakiegoś szpitala, pomodlić się z wiarą i zobaczyć cuda uzdrowienia w całym budynku. Myślałem: “Jakież byłoby to świadectwo. Przekonałoby każdego niedowiarka, gdyby zobaczył pacjentów masowo wstających z łóżek.”

    Od tego czasu nauczyłem się, że najprawdopodobniej wcale nie byłby to najskuteczniejszy rodzaj ewangelizacji. Pomyślcie przez chwilę. Kto wywarłby większy wpływ na otoczenie: zdrowy, uśmiechnięty chrześcijanin, który wchodzi do szpitalnej sali pełnej niewierzących, gdzie głosi Słowo, strofuje i naucza zdrowej doktryny? Czy może pokorna chrześcijanka z drugiego końca sali, która właśnie przechodzi rehabilitację po zabiegu podwójnej mastektomii? Tak kobieta nieustannie cierpi, a jednak nie ma w niej strachu. Uśmiecha się do pielęgniarek, rozświetlając salę swym wewnętrznym pokojem. Nawet najbardziej cyniczni niewierzący lekarze zastanawiają się nad źródłem jej pokoju. Widzą jej cierpienia, a jednak są przyciągani, pragnąc to źródło poznać.

    Nie chcę dezawuować służby w szpitalach. Jest to ważne powołanie i każde ciało wierzących powinno je podejmować. Mogę wam jednak powiedzieć, co wywierało największy wpływ na ludzi przebywających w naszym domu, gdy Tiffany była umierająca. Przychodził do nas wtedy jakiś niewierzący robotnik, żeby coś naprawić. Wiedział, że nasza wnuczka umiera. Po trzech tygodniach powiedział swojej żonie: “W tych ludziach coś jest. Czasem widzę, jak płaczą, lecz nie mogę zrozumieć tego pokoju, który w sobie mają. Muszę się tego dowiedzieć”. Nikt nie świadczył temu człowiekowi. On po prostu zobaczył Ducha Chrystusowego, jaśniejącego pośród naszych cierpień.

  • “Pełnij rzetelnie służbę swoją” [4:5]. Grecki wyraz przetłumaczony jako “rzetelny” oznacza dosłownie “całkowicie przygotowany, pewny”. Paweł mówi: “Bądź przygotowany, zanim nagle przyjdzie na ciebie próba. Upewnij się, czy jesteś dobrze wyposażony, czy twoje duchowe zapasy są na tyle uzupełnione, że nie wyczerpią się”.
    Obserwuję dzisiaj, jak wielu chrześcijan upada w chwilach próby. Poważne cierpienia szybko pogrążają ich w załamaniu. Gdy przysłuchuję się ich żałosnemu użalaniu się, pełnemu pytań i protestów, zastanawiam się, czy oni w ogóle kiedykolwiek poznali Boga. Prawda jest taka, że poznali Jezusa jako sprawcę ich wiary, ale nie jako jej wiernego dokończyciela. Ci ludzie nie zostali przekształceni w wyniku swoich cierpień. Zamiast tego, zostali zniekształceni, zarówno w duchu jak i w charakterze.

W naszym życiu zachodzi metamorfoza. Prawda jest taka, że jesteśmy przemieniani przez to, co tak naprawdę dominuje w naszym życiu. Stajemy się podobni temu, co zaprząta nasze umysły. Nasz charakter upodabnia się do tego, co tak naprawdę hołubimy w swoich sercach.

Popatrzcie na życie gejów. Obserwuję stałą degenerację charakteru, zachodzącą u wielu homoseksualistów, których kiedyś poznałem. W ich sposobie bycia, a nawet w wyrazie twarzy i głosie, zachodzą dramatyczne zmiany. Podobnie dramatyczne jest ich coraz większe przywiązanie do grzechu i śmiałość w jego popełnianiu.

Dwa lata temu w Nowym Jorku, grupa kilkuset homoseksualistów przysięgała, że nie będzie uczestniczyć w paradzie gejów organizowanej na Piątej Alei. Zarzekali się: “Nie zgadzamy się z publicznym eksponowaniem naszej seksualności. Nigdy tam nie pójdziemy.” A jednak w ubiegłym roku wielu mężczyzn z tejże grupy poszło półnago w pierwszym szeregu parady.

Popatrzcie na zmiany, jakie wywołuje pornografia. Niektórzy mężczyźni zaczynają od oglądania zdjęć z nagimi kobietami, a kończą pogrążając się w pornografii dziecięcej. Żonaci nie umieją zaspokoić swych rozbuchanych żądz pornografią, więc zaczynają cudzołożyć. Kiedyś przysięgali, że oddaliby życie za własne dzieci, a teraz są gotowi opuścić rodziny bez cienia wstydu i żalu. Jakże szybko ich charakter uległ deprawacji. Przeszli metamorfozę i są już innymi ludźmi.

Dziękuję Bogu za wszystkich, którzy karmią swoje dusze i umysły duchowymi treściami. Tacy słudzy utkwili wzrok w tym, co czyste i święte. Stale wpatrują się w Chrystusa, spędzając wartościowy czas na uwielbianiu Go i budowaniu się w wierze. Duch Święty pracuje w tych świętych, stale zmieniając ich charaktery na obraz Chrystusowy.

Tylko tacy wierzący będą przygotowani na dotkliwe, ogniste cierpienia, jakie przyjdą na ziemię. Gnuśni, leniwi, nie modlący się chrześcijanie będą upadać na duchu i przeżywać załamania. Zostaną przygniecieni swymi obawami, bo Duch Święty w nich nie pracuje i nie przekształca ich. Gdy przyjdą trudne czasy, oni po prostu nie poradzą sobie.

Jeśli przechodzisz teraz przez ognistą próbę, wiedz, że zostałeś posłany do tej “służby” przez samego Pana. Uważaj, żebyś nie zniesławił danego ci powołania, zmieniając się w narzekającego i biadającego tchórza. Oto ostatnie Pawłowe słowa w tej materii:

“Nie dajemy w niczym żadnego zgorszenia, aby służba nasza nie była zniesławiona, ale we wszystkim okazujemy się sługami Bożymi w wielkiej cierpliwości, w uciskach, w potrzebach, w utrapieniach, w chłostach, w więzieniach (...) jako zasmuceni, ale zawsze weseli, jako ubodzy, jednak wielu ubogacający” [II Kor. 6:3-5;10].

W jaki sposób “ubogacamy wielu”? Poprzez nadzieję Chrystusową, która rozświetla nasze życie pośród cierpień. Prawdziwie ubogacamy innych, gdy nasze świadectwo skłania innych do pytania: “Na czym polega jego tajemnica? Jak jest on w stanie przejść zwycięsko taką próbę? Gdzie znajduje taki pokój?”

Już teraz zacznijcie przygotowywać swoje serca. Zacznijcie wypełniać spichlerze dobrami, jakie można uzyskać wyłącznie poprzez przebywanie na osobności z Jezusem i wpatrywanie się w Niego. Potem będziecie gotowi stawić czoła wszystkiemu. Oto nasza służba w dniach ostatecznych.

Download PDF