Uzdrawiająca moc radości | World Challenge

Uzdrawiająca moc radości

David WilkersonNovember 11, 2002

16 rozdział Księgi Izajasza dokładnie opisuje to, co dzieje się z narodem, na który spada Boży sąd. Izajasz prorokuje tutaj o Moabie, wrogu Izraela: "Słyszeliśmy o pysze Moabu, że jest bardzo pyszny, o jego wyniosłości, o jego dumie i złości, i że bezpodstawna jest jego chełpliwość" [Iz. 16:6].

Naród Moabski stanowi w Biblii pewien symbol, reprezentujący ludzi polegających na sobie, którzy odwrócili się od Boga i narazili się na Jego sąd. W takich przypadkach sąd ten jest nieuchronny, a Izajasz nie prorokuje tutaj wyłącznie o narodach biblijnych, lecz o wszystkich nacjach na przestrzeni historii, aż do nam współczesnych. Prorok ostrzegał: "Każdy dumny naród padnie ofiarą Bożego gniewu."

Moab był raz po raz napominany w związku ze swoim grzechem i ostrzegany przed sądem, lecz odrzucił wszelkie pouczenia od Boga, który pragnął okazać temu narodowi miłosierdzie. Naród ten nie chciał mieć nic wspólnego z Jahwe. Zamiast się upamiętać, Moabici zaczęli prześladować Jego naród wybrany. W rezultacie spadł na nich surowy sąd - słońce wysuszyło ich pola i zniszczyło winnice. Zniszczenia były tak ogromne, że łzy proroka były jedynym płynem w całej ziemi [zob. 16:9].

W Księdze Izajasza znajdujemy opis wielu podobnych sądów. Za każdym razem przewija się tam fraza: "I znikła radość i wesele z pól urodzajnych" [16:10]. Mówiąc prościej, kiedyś był dobrobyt, pełnia i obfitość. Lecz nagle, w oka mgnieniu, wszystkie te błogosławieństwa znikły.

W czasach biblijnych okres żniw zawsze był okazją do świętowania, lecz po tym, jak na Moab spadł Boży sąd, nie było już słychać radosnych okrzyków "idą żniwa!" rozbrzmiewających na ulicach. Bóg obwieścił: "W winnicach już nie słychać głosu pieśni i radosnych okrzyków, wina w tłoczniach już nie tłoczy tłoczący, zamilkły radosne okrzyki" [16:10].

Jakikolwiek ślad radości w Moabie należał już do przeszłości. Zamiast tego nad ludem zawisła chmura smutku i rozpaczy. Podobny opis sytuacji w Moabie znajdujemy w Księdze Jeremiasza 48. Prorok ogłasza, że wszelka radość znikła z powodu sądu Bożego nad Moabem. Na tym terenie zalegała pełna trwogi cisza.

Chciałbym, żebyście się przyjrzeli współczesnej Ameryce. Co widzicie i słyszycie? Ja osobiście jeszcze nigdy nie byłem świadkiem takiego przerażenia, jaki panuje dzisiaj w naszym kraju. Nie jest ono wyłącznie rezultatem ataków z 11 września. Nie, mój prorocki zmysł podpowiada mi, że w powietrzu wisi strach spowodowany Bożym sądem. Nasz dumny, hardy naród stał się ofiarą gniewu Najwyższego, a radość i wesele znikły.

Ten strach nie szerzy się wyłącznie w Ameryce. Jest obecny na całym świecie. Na przykład, po atakach terrorystycznych w Izraelu niektórzy ludzie boją się w ogóle wychodzić z domu, prowadzić samochód, jadać w restauracjach czy przebywać w dużych grupach. Dzieci nie bawią się na podwórkach, a dorośli mają kłopoty z zaśnięciem. Radość i wesele dosłownie znikły z ulic Izraela.

W Indiach i Pakistanie zapanował lęk przed masową destrukcją - obydwa wrogie państwa dysponują bronią nuklearną, a napięcie na granicy między nimi ciągle rośnie. Nawet we własnych granicach ludzie nie zaznają pokoju, podejrzliwie patrząc jeden na drugiego. Czujni, lękliwi, pozbawieni jakiejkolwiek radości.

W Argentynie załamuje się kurs walutowy. Banki są pozamykane, a ludzie ustawiają się w długich kolejkach, by odzyskać własne, ulokowane tam pieniądze. Wiadomości telewizyjne pokazują oszalałe tłumy, wybijające kamieniami witryny sklepów. Kobiety, niegdyś tańczące na ulicach, teraz organizują uliczne marsze tłukąc łyżkami w puste garnki i rozpaczliwie próbując zwrócić uwagę władz na swoją nędzę. Radość i wesele znikły również spośród tego narodu.

Japonia znajduje się na skraju chaosu - ten niegdyś dumny naród popada coraz głębiej w grzech, by zagłuszyć własny strach. Kwitnie pornografia, alkoholizm i narkomania stają się coraz powszechniejsze. Ludzie próbują znieczulić się na te okoliczności, lecz gdy zabawa się kończy, wszyscy wracają do tego samego, codziennego lęku. Ich radość już od dawna jest tylko wspomnieniem.

Rosja przypomina zranionego niedźwiedzia liżącego otwarte rany. Alkohol zniewolił ogromne rzesze mężczyzn, którzy coraz częściej tracą pracę. Można ich spotkać w miejskich parkach, gdzie przesiadują samotnie nad butelkami wódki, straceni dla normalnego życia. W ciągu dziesięciu lat średnia długość życia rosyjskich mężczyzn spadła z ponad sześćdziesięciu do pięćdziesięciu czterech lat. Również i tam radości już nie ma.

W Chinach, najbardziej zaludnionym kraju świata, populacja mężczyzn jest sześciokrotnie wyższa od liczby kobiet. Jest to rezultat decyzji rządu o ograniczeniu wzrostu zaludnienia poprzez przymusowe aborcje noworodków płci żeńskiej. Miliony młodych Chińczyków już wiedzą, że nigdy się nie ożenią i nie założą rodzin. Ich rozpacz powoli przeradza się w złość. W poszukiwaniu lepszych warunków bytowych całe rzesze ludzi przenoszą się ze wsi do miast, gdzie nie mogą znaleźć pracy. W kraju panuje poczucie beznadziei, a o radości nie warto nawet wspominać.

Kiedy bliźniacze wieże WTC w Nowym Jorku zostały zburzone, podniosły się głosy mówiące: "To wydarzenie zmieni nasz naród na zawsze. Już nigdy nie wrócimy do normalności". Jakże prawdziwa diagnoza! Niewinność, radość i wesele, które dla wielu Amerykanów były codziennością, teraz wyparowały na zawsze. I nie powrócą już nigdy.

Takie nastroje nie są jednak wyłącznie rezultatem wydarzeń z 11 września. Pożary strawiły miliony drzew na ogromnych obszarach. Jedna trzecia powierzchni naszego kraju została nawiedzona największą suszą w historii, a w wielu stanach pojawiła się szarańcza niosąc ze sobą straszliwe zniszczenia. Powodzie zalały Teksas, paraliżując życie w Houston i San Antonio i powodując straty idące w miliony dolarów.

W ciągu ostatnich dwóch lat wstrząsy na Wall Street doprowadziły do bankructwa około tysiąca firm. Nawet tak potężna korporacja jak America Online z trudem walczy o przetrwanie. A teraz jeszcze słyszymy szokujące wieści o pladze chciwości w zarządach największych amerykańskich firm, które sprzeniewierzają miliardy dolarów doprowadzając do upadłości najsilniejsze korporacje.

Oto, co widzę na amerykańskim horyzoncie: spustoszenie i smutek. Radość i wesele znikły spośród nas tak jak to było w Moabie, o którym prorokował Izajasz. Dlaczego? Ponieważ Ameryka jest sądzona przez Boga za jej obrzydliwą pychę. I podobnie jak w Moabie, widzimy wszędzie dookoła skutki Bożego gniewu.

Jezus powiedział, że ludzie będą dostawać ataków serca widząc to, co nadejdzie w czasach ostatecznych. Podczas tego sądu wszelka radość i wesele znikną spomiędzy bezbożnych, lecz w tym samym czasie lud Boży otrzyma ducha radości i wesela. "I wrócą odkupieni przez Pana, a pójdą na Syjon z radosnym śpiewem. Wieczna radość owionie ich głowę, dostąpią wesela i radości, a troska i wzdychanie znikną" [Iz. 35:10].

Jezus Chrystus jest jedynym źródłem wszelkiej radości i wesela. Psalmista mówi o Nim: "Pomazał cię Bóg (...) olejkiem wesela jak żadnego towarzysza twego" [Ps. 45:7]. Olej symbolizuje tutaj Ducha Świętego. Psalmista mówi tutaj: "Jedynie ci, którzy pragną być blisko Jezusa, zostaną uraczeni radością Jego Ducha".

We fragmencie cytowanym powyżej Izajasz mówi, że w nadchodzących trudnych czasach powstanie Boża resztka, polegająca na Duchu Chrystusowym, żyjąca Nim, trzymająca się Go za wszelką cenę. W tych trudnych dniach sądu Duch radości i wesela pochodzący od Chrystusa zostanie im udzielony i żadne okoliczności, warunki czy ludzie nie będą w stanie zabrać czy wykraść im Jego radości.

Jednakże odstępczy Kościół otrzyma co innego. Prorok Joel mówi, że lud Boży "spustoszony przez grzech" zostanie pozbawiony radości i wesela: "Czyż nie została zniszczona na naszych oczach żywność, a z domu naszego Boga radość i wesele?" [Joel 1:16]. Mówiąc prościej, martwa religia nie daje radości.

Proszę, nie bierzcie tego, co powiem, za krytykę Kościoła Katolickiego. Prawdą jest, że po ostatnich skandalach związanych z molestowaniem seksualnym nieletnich przez księży wiele katolickich kościołów zamieniło się w kostnice - tysiące ludzi odeszły od katolicyzmu albo z powodu doznanego zawodu, albo ze strachu o swoje dzieci. Nie sposób dzisiaj znaleźć choćby kropli "olejku wesela" w tych parafiach.

Ten sam duch martwoty wypełnia wiele kościołów protestanckich. Młodzi ludzie zapisują się do wiodących szkół biblijnych, gdzie zostają odarci z prostej, żywej wiary. Są nauczani, że nie powinni już wierzyć w niebo i piekło, zmartwychwstanie, czy Narodzenie z Dziewicy. Nic dziwnego, że absolwenci takich szkół wnoszą śmierć do kościołów, którym później usługują. Nie może być radości ani wesela tam, gdzie nie ma Chrystusa - wszak to On jest jedynym ich źródłem

Nie może być radości ani wesela w zdeprawowanym społeczeństwie, pomiędzy bezbożnikam, ani w martwych, nominalnych kościołach. Lecz Izajasz mówi o nadziei dla sprawiedliwych:

"Słuchajcie mnie wy, którzy znacie sprawiedliwość, ty, ludu, w którego sercu jest zakon!" [Iz. 51:7]. Bóg mówi do wszystkich, którzy Go znają i są Mu posłuszni, udzielając im pełnego miłości napomnienia:

"Ja, ja jestem tym, który was pociesza. Kim jesteś ty, że się boisz człowieka śmiertelnego, syna człowieczego, który ginie jak trawa? A zapomniałeś Pana, swojego stworzyciela, który rozciągnął niebiosa i założył ziemię? Ustawicznie, dzień po dniu, drżysz przed zawziętością gnębiciela, ilekroć zamierza niszczyć. A gdzie się podziała zawziętość gnębiciela? [51:12-13].

Pan mówi: "Dlaczego zapomniałeś, kim jestem? Czyż nie jestem tym samym Wszechmocnym Bogiem, który powalił twoich wrogów z Egiptu? Poraziłem ten wielki naród moim wielkim sądem i wyzwoliłem cię pośród potężnych cudów. Rozdzieliłem Morze Czerwone, abyś mógł przejść bezpiecznie. Przeprowadziłem cię przez to wszystko.

"Wiem, że przed tobą trudne czasy, lecz przecież nadal jestem twoim potężnym odkupicielem. Stworzyłem cię i wciąż mogę cię ochronić. Rozciągnąłem niebiosa i położyłem fundamenty ziemi. Wiesz o tym. A jednak mimo to, szybko zapominasz o mocy, jakiej używałem ze względu na ciebie. Gdzież jest wróg, który zamierza cię skrzywdzić? Nikt cię nie zrani, bo Ja trzymam cię w swojej dłoni."

Zostaliśmy pobłogosławieni zarówno miłością, jak i bojaźnią Bożą. A Jego wolą dla naszego życia pośród najtrudniejszych czasów jest udzielenie nam radości i wesela. Nawet, jeśli widzimy sąd wylewający się wokół, powinniśmy się cieszyć i radować - nie dlatego, że sąd nadszedł, lecz pomimo niego.

Izajasz 51:11 [Biblia Tysiąclecia] rozpoczyna się od słów: "Odkupieni więc przez Pana". Oznacza to, że prorok odnosi się do poprzednich wersetów, jakby mówił: "W świetle tego, co powiedziano do tej pory". A co Bóg mówił do tej pory? Przypominał swemu ludowi: "[Ja] osuszyłem morze, wody wielkiej toni, uczyniłem drogę poprzez głębiny morskie, aby przeszli odkupieni" [por. Iz. 51:10]. Powiada więc: "Ja wciąż jestem Panem, Odwiecznym czyniącym cuda, a moje mocne ramię nadal może was ocalić".

Co zatem Bóg chce nam powiedzieć w świetle tej prawdy? Wszystko to mieści się w jednym wersecie:

  • "Odkupieni więc przez Pana powrócą i przybędą na Syjon". Innymi słowy: "Chcę mieć lud, który powróci do mnie z wiarą i zaufaniem. Odwrócą oczy od okoliczności i nieszczęść, które ich otaczają. A potem na ich usta powróci pieśń radości".
  • "Ze szczęściem wiecznym na twarzach". Radość ludu Bożego nie będzie się ograniczać jedynie do niedzielnego poranka, czy jednego tygodnia albo miesiąca. Będzie trwać cały rok, nawet w najtrudniejszych warunkach, aż do samego końca.
  • "Ustąpi smutek i wzdychanie". Nie oznacza to, że wszelkie cierpienie się skończy. Po prostu, nasza ufność do Pana postawi nas ponad wszelkim bólem i pozwoli przejść każdą próbę. Nic nie będzie w stanie ograbić nas z radości, jaką mamy w Chrystusie.
  • "Osiągną radość i szczęście". Bóg spojrzał na ziemię ze swej wiecznej perspektywy i rzekł: "Będę miał na własność lud, który doświadczy radości i będzie ją miał na stałe".

Ci, którzy będą posiadali Jego radość staną się jednym z największych świadectw Bożej mocy na ziemi. Pomyślcie, co to będzie oznaczać w obliczu najtrudniejszych chwil, które nadejdą. Podczas, gdy ludzkie serca będą omdlewać, a całe społeczeństwa znieczulą się na ból związany z okolicznościami, pokorni staną w wierze pośród zawieruchy. Wszyscy oni będą obfitować w ponadnaturalną radość i wesele.

Nie łudźcie się: chrześcijanie będą przeżywać to samo, co wszyscy inni podczas wylania sądu Bożego. Będą tracić pracę, odczuwać ból fizyczny, przeżywać problemy rodzinne. Lecz w tym wszystkim otrzymają ducha pokoju, który będzie rozpoznawalny w świecie. Inni będą na nich patrzeć i mówić: "Oni muszą naprawdę znać Boga. Jakże inaczej mogliby być tacy spokojni?"

Znam dwoje takich wspaniałych świadków Pana Jezusa - są małżeństwem i należą do kościoła Times Square. Siedem lat temu podeszli do mnie prosząc o modlitwę, ponieważ spodziewali się dziecka. Lekarz powiedział im, że urodzi się nienormalne. Lecz dzięki Bogu mały Brian przyszedł na świat w doskonałej formie.

Teraz, siedem lat później, rozwinął się w jego kręgosłupie nowotwór. Ostatnio choroba posunęła się do tego stopnia, że chłopczyk został kaleką. Gdy jego rodzice opowiedzieli mi o tym, moje serce zostało złamane. Lecz pomimo całego bólu, jaki przeżywają jego rodzice, w ich domu panuje pokój. Nie buntują się przeciw Bogu, a zamiast tego odnaleźli w Nim radość. Wszystko, o co proszą, to modlitwa o Briana.

To wspaniałe małżeństwo stanowi jaskrawy kontrast w stosunku do otoczenia przepojonego lękiem. Mogą oboje zaświadczyć jak Dawid o uzdrawiającej mocy radości i wesela: "Panie, Boże mój, wołałem do ciebie i uzdrowiłeś mię (...) podniosłeś z otchłani duszę moją (...) zmieniłeś skargę moją w taniec, rozwiązałeś mój wór pokutny i przepasałeś mię radością, aby dusza moja śpiewała ci i nie zamilkła. Panie, Boże mój, będę cię wiecznie wysławiał" [Ps. 30:3-4,12-13].

Jakże marne świadectwo wydają dziś chrześcijanie. Potrafią mówić wyłącznie o swoich lękach: o tym, że mogą stracić pracę, że giełda może się załamać, że następny atak terrorystyczny jest nieunikniony. Nie mówię, że nie wolno nam się bać, lecz Jezus nakazuje nam złożyć wszystkie nasze troski na Niego, bo On ma o nas staranie. Większość współczesnych chrześcijan w ogóle tego nie czyni - są tak samo zrozpaczeni i drżący, jak reszta społeczeństwa.

Podobnie jest w chrześcijańskich małżeństwach, gdzie często trudno się doszukać radości i wesela. Dzieci wracają ze szkoły i muszą patrzeć na kłótnie rodziców, a jeśli nawet dom nie jest przepełniony chaosem, to panuje w nim grobowe milczenie "cichych dni". Zamiast miłości jest egoizm, uraza i odosobnienie. Powiadam wam, że w takich domach rodzice pozwolili szatanowi, by wykradł im to, co powinno być siłą każdej rodziny. Pismo mówi, że radość w Panu jest naszą mocą. Lecz teraz wiele chrześcijańskich domów potrzebuje chrztu [zanurzenia] w radości i weselu.

Inni chrześcijanie są skuci łańcuchami strachu. Boją się o przyszłość, o zdrowie, a ich dzieci rosną coraz bardziej zalęknione przed wpływami świata. Jeśli ten opis pasuje do was, to przypomnijcie sobie słowa naszego Pana: "Kim jesteś, że się tak boisz? Czyż nie jestem twoim Wszechmocnym Bogiem? Czy nie okazywałem ci dotąd niezawodnej wierności? Nadal jesteś owcą w mojej owczarni. Obiecałem, że będę prostował twoje ścieżki. Dlaczego o mnie zapomniałeś?

Zło, jakie według moich przewidywań wyleje się na cały świat, będzie niewiarygodne. Jego natężenie sprawi, że nawet najbardziej zatwardziali ateiści popadną w panikę. A przecież Słowo Boże przepowiada to wszystko. Sam Jezus powiedział, że ludzie będą coraz gorsi, a cały świat ulegnie wstrząsom.

Pytam was, jakież to demoniczne szaleństwo zapanowało w Ameryce, że niewinne małe dziewczynki są porywane, gwałcone i zabijane? Nawet najbardziej zatwardziali przestępcy płaczą słysząc o takich tragediach. Cóż za piekło zstąpiło na nasz naród, że setki dzieci znikają z ulic w dużych miastach, a potem są sprzedawane jako niewolnicy do dziecięcych domów publicznych? Niedługo usłyszymy straszne wieści o obozach dla dzieci-niewolników, w których kręci się filmy pornograficzne z ich udziałem.

Niedawno wybuchła panika na Wall Street, i przewiduję spadek na giełdzie do stanu poniżej 5000 punktów. Rynek nieruchomości zostanie zachwiany. Już teraz widzimy w Nowym Jorku skutki ekonomicznego chaosu, który produkuje kolejne rzesze bezdomnych.

Jak lud Boży powinien reagować w takich czasach? Czy powinniśmy stwierdzić po prostu, że odmawiamy słuchania kolejnych złych wiadomości? Czy mamy pochować głowy w piasek, ignorując kolejne przejawy zła? Nie moglibyśmy tak postąpić, nawet gdybyśmy bardzo chcieli, bo jesteśmy codziennie bombardowani wieściami o kolejnych tragediach.

Czy możemy zatem cieszyć się i radować, podczas gdy oszalały świat mknie prosto ku zagładzie? Prorok Izajasz daje odpowiedź na to pytanie. Po pierwsze, opisuje czasy oglądane w proroczej wizji: "Rabusie rabują, drapieżnie rabują rabusie! Groza i przepaść, i pułapka na ciebie, mieszkańcu ziemi! (...) W bryły rozleci się ziemia (...) wkoło zatacza się ziemia jak pijany (...) zaciążyło na niej przestępstwo" [Iz. 24:16-17,19-20].

To brzmi dokładnie tak, jak obecna sytuacja na świecie. Liderzy biznesu rabowali drapieżnie i teraz są zamykani w więzieniach. Nasz kraj przeżywa jedną katastrofę za drugą, a ludność jest zdjęta strachem o jutro. Uważam, że Izajasz widział nasze czasy.

Jednak choć Izajasz widział ziemię rozpadającą się w wyniku sądu Bożego, zobaczył oprócz tego coś, co swą wspaniałością przyćmiło całą wcześniej oglądaną grozę. Prorok pisze: "Panie! Tyś moim Bogiem! Będę cię wysławiał i wielbił twoje imię, gdyż dokonałeś cudów; twoje odwieczne plany są niezłomną prawdą" [Iz. 25:1].

Prorok mówi: "Panie, Twoje cudowne prowadzenie nie zawiedzie Twojego ludu. Łaska i wierność są już w drodze do nas. Żaden człowiek nie oglądał jeszcze tego, co przygotowałeś".

Co takiego Bóg zamierza uczynić? Po pierwsze, chce powalić wszystkich wrogów swego ludu: "Bo miasto obróciłeś w gruzy, warownię w rumowisko, twierdza zuchwalców nie jest już miastem, nigdy już nie będzie odbudowana. Dlatego czcić cię będzie lud potężny, miasto okrutnych narodów bać się ciebie będzie" [25:2-3].

Oto, co spowodowało radość Izajasza: Pośród wszelkiej przemocy i szalejących burz, katastrof w różnych krajach, wzrastającej nikczemności, ujrzał Boże ramię objawiające Jego moc: "Iżeś się stał mocą ubogiemu, mocą nędznikowi w udręczeniu jego: nadzieją od wichru, chłodnikiem od gorąca; bo duch mocarzów jako wicher bijący w ścianę" [25:4 przekł. ks. Wujka].

Co rozumie Izajasz przez "wicher bijący w ścianę"? Ściana to Chrystus, nasz Obrońca i nasza ucieczka. Izajasz widział wicher bijący w tę ścianę, lecz nie naruszający jej. Istotnie, żadna burza nie jest w stanie jej naruszyć. Jezus króluje nad wszelką burzą, a Jego lud jest bezpieczny u Niego niczym w warownym grodzie.

Izajasz zobaczył również ludzi, "słabych i ubogich", którzy popadli w niedolę. Mówi o tych, którzy stracili pracę, którzy zostali bez środków do życia, o bezdomnych, o głodnych. W tym czasie - mówi prorok - sam Chrystus będzie mocą i ucieczką dla swojego ludu. On zatroszczy się osobiście o wszelkie potrzeby swoich uczniów.

"Pan Zastępów wyprawi wszystkim ludom na tej górze ucztę z tłustych potraw, ucztę z wystałych win, z tłustych potraw ze szpikiem, ze starych dobrze wystałych win" [25:6].

Góra, o której mówi Izajasz, jest górą modlitwy. W najtrudniejszych czasach lud Boży pójdzie na górę Pana w modlitwie i będą mieli z Nim społeczność. Będą uczestniczyć w "tłuszczu", a ich twarze się rozjaśnią. Tłuszcz jest tutaj symbolem oleju Ducha Świętego. Krótko mówiąc, ci ludzie zostaną napełnieni Duchem Pańskim.

Obraz ten sprawił, że Izajasz mógł się rozradować - oto w czasach totalnego chaosu i szalejącej przemocy lud Boży będzie trwał na kolanach przed Panem, ucztując za Jego stołem.

"I zniszczy na tej górze zasłonę, rozpostartą nad wszystkimi ludami, i przykrycie, rozciągnięte nad wszystkimi narodami" [25:7]. Modlący się zostaną uwolnieni od wszelkich zasłon, które dotychczas ograniczały poznanie Chrystusa. Bóg otworzy ich oczy w ponadnaturalny sposób i nie będą już zwodzeni przez żadną fałszywą doktrynę lub nauczanie.

Chwała Bogu za wspaniałą wizję, którą dał Izajaszowi. Dzięki niej możemy zrozumieć tajemnicę posiadania ducha radości i wesela. Polega ona na modlitwie i cierpliwym oczekiwaniu na Pana. On nas uratuje, jeśli znajdziemy się w obrębie Jego murów.

Zapewnienie to uczyni z nas odważnych świadków Jego Słowa w środku każdej burzy. A kiedy burza nadejdzie, świat popatrzy na nas i pozna, że "oczekiwanie sprawiedliwych przynosi radość" [Przyp.Sal. 10:28].

Download PDF